Między neopogaństwem a rekonstrukcjonizmem

 

Spójrzmy prawdzie w oczy: nie jestem rekonstrukcjonistą. Do wniosku takiego doszedłem po zapoznaniu się w wydobytą przez Zaratustrę (z takich zakamarków Internetu, o jakich nie wiedziałem) pierwszą polską stroną hellenistyczną, Eremią. Gdy strona zanikła, ja dopiero wolno dochodziłem do pogaństwa, nie wiedząc nawet co to hellenizm. Nikt mi hellenizmu nie przekazał, nie zostałem do niego inicjowany czy w inny sposób wprowadzony przez żywy przykład. Podążałem za światłem, którym był dla mnie (podobnie zapewne jak dla pozostałych założycieli antychrysta) cesarz Julian. Podzielając jego rozczarowanie chrześcijaństwem tym bardziej zapragnąłem poznać to, ku czemu on się zwrócił.

 Gdy "świat pogański" dzielił mi się jeszcze na "rekonstrukcjonistów" i "neopogan", gdy ci ostatni jawili się jako wyluzowani kombinatorzy, wydawało mi się, że jestem rekonstrukcjonistą, Może dlatego, że nie spotkałem się z "prawdziwymi" rekonstrukcjonistami. Dopiero lektura Eremii, przypominająca wyprawę archeologiczną do minionego świata (a to ledwie kilka lat!) skonfrontowała mnie z nieco inną wizją rzeczywistości.

Czytam np. wywiad z autorem, gdzie znajduję następujące zdania:

Używam języka starogreckiego jako języka liturgii, tzn. że odprawiam w tym języku rytuały świąt helleńskich. Przy codziennych modlitwach do bogów stosuję natomiast język nowogrecki. Jest to dość wygodne z uwagi na fakt, że greka starożytna nie posiadała z oczywistych względów wielu współczesnych słów. Poza tym nowożytna greka jest dużo prostsza w użyciu i właśnie doskonale nadaje się do nawiązania intymnego kontaktu z bóstwem. Publiczne rytuały będą się odbywać w dwóch językach, po polsku i po starogrecku, ze względu na uczestnictwo osób spoza kręgu Hellenów.

Rozumiem zatem, że prawdziwy członek kręgu Hellenistów powinien modlić się w języku starogreckim. Zadaję sobie pytanie: dlaczego? Czyżby był to ojczysty język Bogów i oni po polsku nie rozumieją (po nowogrecku pewnie jakoś kojarzą)? Czym zatem jest hellenizm w takim ujęciu?

Czytam dalej:

Jesteśmy rekonstrukcjonistami, tzn. staramy się z możliwie największą historyczną wiernością odtworzyć praktyki starogreckie. Od tej reguły robi się jednak wyjątek w trzech przypadkach: przy niedostatecznej ilości danych historycznych, przy ograniczeniach obiektywnych (brak dostępu do świątyń etc.) i kiedy praktyki starożytne są dla nas nie do przyjęcia (zabicie stu wołów itp.).

I znowu zadam pytanie: dlaczego? Dlaczego możliwie największa historyczna wierność w stosunku do praktyk starożytnych jest tak ważna? Innowacja jest dopuszczalna w przypadku braku źródeł, oznacza to, że jeśli mielibyśmy 100% wiedzy o dawnych praktykach, powtarzalibyśmy 100% praktyk? Ach, zapomniałem, nie składalibyśmy hekatomb przed autentyczną świątynią.

Autor zdradza również, że w praktykach swych wspomagają się rekonstrukcjoniści miniaturowymi replikami antycznych rzeźb. Gdyby autor żył jeszcze (ie. jako poganin), zadałbym mu pytanie: czy figurki te malujecie w jaskrawych barwach, tak jak były pomalowane oryginalnie?

Osobiście wolę stare rzeźby takie, jak są dzisiaj, piękne samą doskonałą formą białego marmuru. Z mojego punktu widzenia zatem, czas zdzierając całą tą pstrokaciznę udoskonalił te dzieła, czy - żeby powiedzieć większymi słowami - uduchowił je.

Tak sobie myślę, że nie jest wykluczone, iż coś podobnego stało się również z grecką religią, że wprawdzie czas odarł ją z milionów szczegółów, których tak głodni są rekonstrukcjoniści, ale przez to ją uduchowił, uczynił czymś ponad-grecki, ogólnoludzkim. Może nie wiemy jaki gest wykonywał kapłan w trakcie takiego czy innego rytuału, ale przecież przetrwało coś znacznie cenniejszego: duch tamtej religii. Nie musimy wykonywać tych samych gestów, wypowiadać tych samych słów, aby ducha tego w sobie ożywić. Po to należy  właśnie studiować dawne dzieła - w nich duch ten przemawia. Ale gdy w nas ożyje, pozwólmy mu się prowadzić. To żywy przewodnik nas, żywych ludzi zakorzenionych w XXI wieku. Nie musimy stać się starożytnymi Grekami, by do nas przemawiał. Pod tym tylko względem i w tym sensie jestem rekonstrukcjonistą: uważam, że należy odtworzyć ducha, pojęcia, postawy. Dążność do maksymalnie wiernej rekonstrukcji praktyk, strojów, słów zostawiam rekonstrukcjonistom (historycznym). Ich praca jest bardzo pożyteczna, zwłaszcza przydaje się rzy kręceniu filmów...