Przyczynek do poganoreformacji

 

Przyłączając się do pomysłu Oribasiosa na odważne zreformowanie, czy reorganizację hellenizmu, chciałbym dorzucić swoje dwa grosze z socjologicznego punktu widzenia. Rozważając ostatnio problem przyczyn klęski, jak nas w starożytności spotkała pozwolę sformułować kilka postulatów.

1. Hellenizm starożytny był zbyt otwarty. Otwartość ta, chwalona jako tolerancja, skutkowała takim namnożeniem kultów, bogów, misteriów, że straciło to jakikolwiek racjonalny kształt. Nie jestem zwolennikiem dogmatycznego zamknięcia, jednak to, co się działo w starożytności jeśli chodzi o przyjmowanie nowych Bogów było za szybkie i rozmyło całość. Jest to istotne zwłaszcza dzisiaj: w starożytności pogaństwem było (prawie wszystko), dzisiaj pogaństwo jest jedną z wielu rywalizujących religii, stąd bardzo ważne, aby stało się religią wyrazistą, jasno określoną. Gdy ktoś na wejściu słyszy, że może wierzyć w co mu się podoba, że nie odrzucamy żadnych Bogów, to może tylko wzruszyć ramionami, bo nie ma żadnego powodu, by opowiedzieć się za albo przeciw takiej ofercie. Ogólny nastrój naszej kultury jest skrajnie relatywistyczny. Uważam, że przejmując tę cechę utwierdzamy w obojętności. Uważam, że nowoczesna formuła hellenizmu powinna z jednej strony  przeciwstawiać się zdecydowania monoteizmowi (nie zgadzam się na przyjęcie politycznopoprawnej tezy, że wszystkie religie są równie dobre, monoteizm jest zły i szkodliwy) z drugiej zaś wyraźnie odgraniczać od innych odmian pogaństwa (możesz wybrać z różnych odmian pogaństwa, ale wybrawszy, trzymaj się czegoś). Jeśli chodzi o panteon, to zgadzam się z Oribasiosem - należy się skupić na rdzeniu. Moja formuła jest wiec następująca:

Jest wielu Bogów

Przewodzi im grono dwunastu Jaśniejących z Zeusem na czele.

 2. Problem dualizmu oraz pojęcia zła. Pacal_II i Rutilius mocno temu oponują, ale sądzę, że warto to przemyśleć pod nieco innym kątem. Jak to pokazał ostatnio Oribasios, czymś normalnym w mitologii jest opozycja i napięcie, spór i rywalizacja. Czyż to właśnie nie neoplatonicy byli tymi, którzy ten aspekt wyeliminowali i uczynili z Olimpu kochającą się rodzinkę? Mogli to zrobić gdy przekształcili Bogów z żywych istot w pojęcia, ale życie karmi się sporem i walką. Dlatego jestem za podkreśleniem obok opozycji między Bogami, również opozycji między Bogami a tytanami. Innymi słowy tytanomachia trwa,  Sądzę, że wizja życia jako walki (jakże Heraklitejska) może być dzisiaj atrakcyjna. Tytani nie są źli w sensie moralnym, są tymi, którzy zagrażają ładowi i porządkowi, rozumowi i równowadze. Oczywiście, my również jako ludzie jesteśmy poniekąd dziećmi tytanów, wiele im zawdzięczamy, ale w momencie, gdy zajaśniał nad ludzkością świt nowych Bogów, gdy nastał czas wojny, powinniśmy się opowiedzieć, gdyż Jaśniejącym zawdzięczamy znacznie więcej. Stąd moja formuła jest następująca:

Jaśniejący wyrwali ludzkość z niewoli starych bogów

i stale toczą z nimi o nią walkę

w imię rozumu, równowagi, miłości i życia

3. W kwestiach praktyk religijnych. Dawne praktyki pogan były z jeden strony społeczne, z drugiej misteryjne. Praktyki społeczne były drogie, publiczne i często czysto zewnętrzne. Praktyki misteryjne były skryte, często irracjonalne. W dzisiejszych warunkach moim zdaniem aspekt społeczny traci na znaczeniu - raczej nie spodziewam się by nasze państwo kiedykolwiek zaczęło organizować święta pogańskie. Związek ze społeczeństwem należy zatem moim zdaniem przeformułować i przenieść na sferę moralną: silnie podkreślić obowiązek poganina działania na rzecz dobra ogółu. Z drugiej strony, ważne byłoby zaproponowanie takich praktyk religijnych, które dawałyby również korzyść praktykującemu, a nie jedynie służyły wychwalaniu Bogów. Skoro dystansujemy się (IMO słusznie) od magii, to co w zamian? Sądzę, że mogłaby to być jakaś forma praktyk oddziałujących na umysł, ale obawiam się, że wszystko, co ze starożytności w tym względzie do nas dotarło ma charakter neoplatońskich medytacji w gruncie rzeczy monoteistycznych. Dlatego zastanawiam się nad zaadaptowaniem pewnych praktyk innych ścieżek, również buddyzmu tybetańskiego (najbardziej politeistyczny).

To na razie tyle. Innego rodzaju kwestie, jak forma organizacji, są moim zdaniem przedwczesne i wypadnie wrócić do nich za jakiś czas.

 


Wartościowego materiału do rozważań dał mi tekst Rutiliusa od Doddsie oraz wieloczęściowa recenzja z książki Rodneya Starka, The Rise of christianity